"Zakulisowe działania kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego" – wykład

Zamek Królewski w Warszawie - Muzeum5,017 words

Full Transcript

Dzień dobry, nazywam się Agata Roćko, pracuję w Instytucie Badań Literackich

Polskiej Akademii Nauk w Warszawie i zostałam zaproszona do Zamku Królewskiego

w Warszawie - do pięknej Sali Senatorskiej, jesteśmy w centrum wystawy,

więc niesamowite przeżycie - na wygłoszenie wykładu z cyklu

"Wielcy Polacy w Konstytucji 3 Maja". Mój wykład nosi tytuł "Zakulisowe działania

kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego"; jak się okazało w czasie badań i

przygotowywania, nie tylko zakulisowe, ale wręcz, można powiedzieć ostentacyjne. Także, w trakcie wykładu będę chciała Państwu przybliżyć

niektóre postaci związane z Sejmem Czteroletnim. Zaczniemy od tego, iż chciałabym pokazać spojrzenie na

kobiety w okresie Sejmu Czteroletniego z perspektywy jednej z bohaterek uczestniczących

i patrzących na Sejm Czteroletni, a może rzadko przywoływanej,

dlatego wydało mi się to interesujące, mianowicie Wirydianny Fiszerowej, która to

jeszcze wtedy była żoną Kwileckiego. Jej teść był posłem na Sejm Czteroletni i zajmowała się

pisaniem, jak się okazało, przemówień, mów posłom, więc jest to bardzo interesująca sprawa,

dlatego postanowiłam pokazać Państwu jej obraz uczestnictwa kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego. Chciałabym na początek przytoczyć jej spojrzenie. Mianowicie twierdziła, iż kobiety istniały, jak widzimy

w katalogu powstałym i dodanym do tej wspaniałej wystawy z okazji 230-letniej rocznicy Konstytucji 3 Maja, widzimy obrazy, które poświadczają to,

iż kobiety znajdowały się w lożach, znajdowały się podczas obrad w Sejmie Wielkim. Wirydianna Fiszerowa pisała tak: "Osobne trybuny zarezerwowane były

dla posłów zagranicznych i dla pań. [...] przejmowały się obradami z dbałości o dobro

publiczne, a także ze względów towarzyskich. Widziało się posłów, jak biegali do

nich na górę, jak dyskutowali z nimi, jak schodzili ze swoich miejsc ze wzmożonym animuszem. Żywa wyobraźnia płci żeńskiej zmieniła wygląd

sali sejmowej, powodując nawrót do stroju polskiego, który był już tak dalece wyszedł z użycia,

że nosili go tylko starcy i wiejska szlachta. Ten dziecinny pomysł wyraźnie umocnił nastroje; zachęcona aplauzem pań młodzież, przywdziewała strój

narodowy, zawiesiła na biodrach pordzewiałe karabele przodków, a te nieme świadki wznowiły pamięć wieków chwały. Przybrani w szaty wielkich mężów posłowie zobowiązali się

do kroczenia niejako drogą tych, do których się upodobnili". Tak widziała Fiszerowa obraz i działania

kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego. Jak widzimy, uważała, iż kobiety odegrały znaczącą

rolę w tym, aby właśnie pokazać mężczyznom, do jakich ideałów powinni dążyć i jak

wartości patriotyczne powinny być wznawiane. Warto zwrócić uwagę na wystawie

na rycinę Johanna Friedricha Bolta "Zaprzysiężenie Konstytucji 3 Maja", według rysunków

Gustava Friedricha Amaliusa Tauberta z 1792 roku, bowiem na tej rycinie, która zawarta też jest w katalogu,

więc polecam Państwu, można ją zobaczyć na wystawie, mamy obraz loży, w której siedzą

kobiety, jak opisywała to Fiszerowa. One siedzą tam z posłami zagranicznymi, ale

widzimy też, gdy powiększymy to dokładnie, że siedzą tam też posłowie w

strojach sarmackich, w kontuszach; nie we frakach, w kontuszach, a więc jest to moment,

kiedy już zostali przebrani przez nasze panie, nasze uczestniczki obrad Sejmu Czteroletniego. Jest to niezmiernie ważne. Widać również na tej rycinie, iż na dole posłowie

w większości są ubrani po sarmacku, w kontuszach, a więc nastąpił niesamowity nawrót do

stroju patriotycznego, do stroju sarmackiego, który został zarzucony i w latach... już pod koniec

lat 70. i w latach 80. uważany za przestarzały, wręcz panie nie chciały nawet rozmawiać z mężczyznami

ubranymi niemodnie, w kontusze, musieli być ubrani we fraki. Wcześniej były to fraki w stylu francuskim,

przyszły do nas z Niemiec, potem były to fraki, już pod koniec wieku, angielskie,

więc nieco ta moda się zmieniła, w każdym razie nastąpił niesamowity zwrot,

powyciągano stare kontusze ze skrzyń i wszyscy ubrani byli po sarmacku. No, pojawiają się tam jakieś peruki, jednak już w teatrze,

gdy pojawiła się peruka i ktoś na przykład miał wąsy, to te wąsy pudrował, żeby nie było ich widać,

a na sali sejmowej, na tej rycinie widać, że nawet są podgolone głowy, o czym będziemy

jeszcze mówić, bo było to bardzo ważne. Chciałabym parę słów powiedzieć o Wirydiannie

Fiszerowej, jest to niezmiernie interesująca postać, napisałam o jej wspomnieniach wiele artykułów i

można powiedzieć, że ten pamiętnik, jej wspomnienia, na bazie którego chciałabym przedstawić uczestnictwo

kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego, jest szczególny, bowiem jest to pamiętnik, który miejscami staje się intymny,

co jest pewnym ewenementem pod koniec XVIII wieku. Jest bardzo interesujący, wkracza nawet w

granice autobiografii, dlatego jest bardziej szczery. Stąd wydaje się, że możemy w niektórych momentach

wierzyć nawet piszącej autorce, oczywiście, jak zawsze, jest to kreacja, ale mimo wszystko jednak

postanowiłam pokazać ten obraz. Wirydianna Fiszerowa herbu Leszczyc,

primo voto Kwilecka sekundo voto Fiszerowa, najstarsza córka Józefa Radolińskiego,

chorążego i podkomorzego wschowskiego oraz Katarzyny Raczyńskiej, kasztelanki

(córki Leona Raczyńskiego i Wirydianny Bnińskiej). Widzimy już niesamowite, bardzo dobre pochodzenie. Po pierwszym nieudanym małżeństwie własnie z

Kwileckim, z którym przeżyła okres Sejmu Czteroletniego i z którym miała dzieci - córkę Annę zwaną

Niną oraz syna Józefa zwanego Żużu, poślubiła w roku 1806 generała Stanisława Fiszera, choć

zakochana była niezmiernie w Kościuszce, ale się nie udało. Kościuszko wskazał Fiszera i Wirydianna wyszła za Fiszera. Była wielką patriotką, uważała, że są to

niesamowite postacie tamtych czasów. Jest ona właśnie autorką tego interesującego pamiętnika,

który wydał Edward Raczyński, spokrewniony z nią dyplomata. Wirydianna Fiszerowa uważała, iż działania

kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego, a więc w latach 1788-1792, były zarówno utajnione,

jak i bardzo ekstrawaganckie, pokazowe, na przykład pisała tak: "Obrady tego Sejmu były tak długotrwałe, że ludzie ciekawi

z najdalszych nawet prowincji mieli czas ściągnąć do stolicy. Jedni przybywali dla zabawy, inni po to,

aby nasycić oczy wielkim widowiskiem. Najrozsądniejsi przybywali po to, by na

miejscu ocenić czy spełniają się ich nadzieje. Oszuści, spekulanci, gapie wszędzie się

pchają pierwsi i nie brakowało ich tutaj. Żony posłów także z czasem przyjechały

do mężów i widzieć można było w Warszawie tyle znanych i nieznanych pięknych kobiet, że - wydawać by się mogło - natura

się wysiliła, wydając je na świat". Tu trzeba przyznać, że pamiętnikarze,

którzy przyjeżdżali z zagranicy, często opisywali piękno polskich kobiet,

ale nie tylko piękno, również ich rozwiązłość i wyjątkową lekkość obyczajów, niemal francuską. Wirydianna zauważa też, iż "sfery towarzyskie,

podobnie jak Sejm, dzieliły się według pokoleń. Stare damy, wdowy magnatów, po części

spokrewnione z królem, miały domy otwarte. Ich wiek podeszły chronił je przed

nienawiścią jednych i uprzedzeniami drugich. Niewzruszone tkwiły w swoich fotelach, rozgrywając partyjkę;

grzecznie witały osoby im przedstawiane i zapominały ich nazwiska. Stali mieszkańcy Warszawy wyrzekali się

na nudę tych przyjęć, ale ich nie omijali, w tym rozgardiaszu bowiem wchodzących i wychodzących,

można było bez pudła spotkać wszystkich - pokumać się z jednymi, zbliżyć się do drugich, nie zwracając niczyjej uwagi; było to szczególnie cenne w chwili, kiedy intryga

była czynna, a różne plany się krzyżowały". I to jest niezmiernie ważne, bo na tych

spotkaniach towarzyskich następowały intrygi. I to nie intrygi towarzyskie, lecz również polityczne. Tam ustalano niekiedy różne sprawy,

które były dyskutowane podczas Sejmu. "Nowoprzybyli przywiązywali wielką wagę

do bytowania w tych dostojnych domach, by móc się pochwalić po powrocie w rodzinne strony

znajomością wielkich dygnitarzy i pięknych pań, z którymi niełatwo było się zbliżyć gdzieindziej. Warszawskie wysokie towarzystwo odnosi się

bowiem pogardliwie do wszystkiego, co trąci prowincją". Jak pisali pamiętnikarze cudzoziemcy

z końca XVIII wieku i z czasów, kiedy przebywali podczas

Sejmu Czteroletniego w Warszawie, bardzo trudno było dostać się do

warszawskiego wysokiego towarzystwa. Natomiast okres Sejmu Czteroletniego

ułatwiał to często rodzinom z prowincji, zwłaszcza, że przecież przebierano się po

sarmacku i można było też mieć strój dawny. Im dawniejszy, tym oznaczało to,

że ma się wielkich przodków, którzy w XVII wieku przecież mogli uczestniczyć

w wielkich zdobyczach wojennych. Wirydianna Fiszerowa wskazywała, iż "młodemu

towarzystwu przewodziły pierwsze elegantki Warszawy, łaskawe dla mężczyzn, bezlitosne dla osób własnej płci. Wśród tych ostatnich wyróżniała się osobna grupa,

którą przezwano "Les charmantes" - "szarmantki". Były w istocie czarujące.

Każda miała swojego wybrańca. Ogrodziły się one murem od otoczenia,

które wyrobiło sobie przesadne pojęcie o szczęściu należenia do tej kategorii,

z uwagi na trudność dostania się do niej i mściło się za to, wypominając im obyczaje, o których wiele

powiedzieć było można, nie uciekając się do oszczerstwa". Jak widzimy powstało coś na kształt loży i panie

spotykały się tam z młodymi często posłami, bądź też mężczyznami z rodzin posłów po to,

aby właśnie tworzyć te intrygi polityczne i przekonywać do własnych poglądów i celów. "Mieszkanki stolicy dodawały sobie

powagi gracją, żywością umysłu, swobodą w sprawach sercowych,

co tak rozszerzyło zasięg konwersacji; czarowały uprzejmością, olśniewały

wystawnością pełną smaku. Nie jest to szczegół obojętny,

skoro nawet Rousseau przyznaje, że kobieta przebrana w jedwab i

koronki jest w dwójnasób pociągająca". I na tej to wystawie możemy właśnie zobaczyć,

jak są ubrane panie z okresu Sejmu Czteroletniego i na nie jednym obrazie zobaczycie Państwo

i jedwabie, i koronki, przepiękne suknie, ale nie tylko... Można też spojrzeć na ryciny, które znajdują

się w albumie wydanym do tej wystawy, na których również widać elementy ubioru. Jak twierdziła Wirydianna Fiszerowa: "Te syreny

(nazywano je syrenami) nie gardziły polityką, ale stroiły ją w barwy motyla".

Wręcz poetycko, ale twierdziła też: "One to przystroiły posłów po staropolsku

i obmyślały mundury dla wojska (co jest niezmiernie ważne i to też nasza wystawa,

znajdująca się właśnie tutaj, podkreśla), którego (wtedy) jeszcze nie było. Pilnie przysłuchując się obradom Sejmu,

wpływały na młodzieńców, należących do ich grona w rozmowach w wilie posiedzeń

i potem po ich zakończeniu. Pozostawiały tolerancyjnym małżonkom

troskę o pouczenie posłów ze wsi, nie kwalifikujących się na członków tych

kół wybrańców wyłącznie zbawiennych". A więc panie wybierały sobie do tych

swoich kół towarzyskich takich młodzieńców, takich panów, którzy mieli wpływ na obrady Sejmu. Wirydianna Fiszerowa szerzej nawet opisuje

te koła towarzyskie, polityczne, twierdząc, iż: "Te panie dzieliły się (oczywiście oprócz tych

szarmantek, o których wcześniej wspomniałam) też na elegantki („Les elegantes”). Wyróżniały się, niezależnie od osobistych kwalifikacji,

urodzeniem i fortuną; to też przewodziły bezapelacyjnie. Niektóre z nich (były) bardziej przystępne lub mniej

wprowadzone, kumały się (wtedy) z kobietami z prowincji, które traktowały to jako zaszczyt

i ustępowały im pierwszeństwa". A wtedy właśnie, te panie z prowincji, mogły

wpływać na swoich mężów, posłów i na ich opinie. "Najrozsądniejsze spośród nas trzymały się (jak pisze Fiszerowa)

w gronie sobie równych, nie pukając do drzwi wybranek. Otwarte domy i wielkie bale dawały

nam sposobność oglądania ich, a panowie z tego towarzystwa wysuwali się

niekiedy, aby asystować miejskim pięknościom". I teraz bardzo ważne zdanie, które wypowiedziała

Fiszerowa na kartach swoich wspomnień: "Sejm był ośrodkiem najważniejszym

dla wszystkich od ulicy do salonu. Poszczególne konferencje

poprzedzały publiczne obrady". A więc to, co działo się na konferencjach, w

kołach towarzyskich, otwartych domach, potem zostało przeniesione do Sejmu, a

więc jest to rzecz niezmiernie istotna. Oczywiście trudno wszystko udowodnić,

więc tutaj zostawiamy to pole historykom, ja tylko chciałem pokazać to, jakby z

zewnątrz, oczami jednej z uczestniczek. Wirydianna Fiszerowa podkreślała, iż

znalazła się w Sejmie dzięki swojemu teściowi. Konferencja wielkopolska odbywała się w domu

teścia Fiszerowej - Franciszka Antoniego Kwileckiego, wówczas jeszcze była żoną Antoniego Macieja Kwileckiego

i na tej konferencji została Ona członkiem honorowym, więc to było bardzo ważne, dlatego, że

przewodziła takiej konferencji, a więc miała wpływ na to, co dzieje się na takim spotkaniu. Mąż Fiszerowej, wtedy jeszcze Kwileckiej,

nie był zbyt lotny i miał problemy z alkoholem, w związku z tym pisała większość

jego mów, o czym często wspominała. Przemówienia dla posłów, jak twierdziła, powstawały

w Kolegium Pijarów, zwanych "fabryką przemówień". Ze względu na ich rozwlekłość, Fiszerowa "służyła piórem

i krewnym i przyjaciołom", czyli nie tylko mężowi, bowiem jak twierdzi, pisała zwięźle i stanowczo. Kilkakrotnie, jak wspominała, miała przyjemność

przysłuchiwania się własnemu przemówieniu, biegała też na posiedzenia Sejmu, by

je ocenić, co jest bardzo istotne dla nas. "Jakie wrażenie sprawia opinia

przeze mnie podsunięta?" - pytała. Z wielką przyjemnością w owych

przemówieniach obalała postanowienia uchwalane w domu teścia, którym przewodniczyła. A więc można powiedzieć, że też

próbowała działalności nawet politycznej. Franciszek Antoni Kwilecki,

warto wspomnieć o jej teściu, był konfederatem barskim, posłem nadzwyczajnym

Rzeczpospolitej w Berlinie, był starostą wschowskim, a w 1788 roku posłował na Sejm Czteroletni,

który 6 października otworzył w zastępstwie nieobecnego Stanisława Kostki Gadomskiego, marszałka

poprzedniego Sejmu i podpisał Konstytucję 3 Maja, co jest oczywiście bardzo ważne. Jeśli chodzi o działalność Fiszerowej,

to Fiszerowa, jak się okazuje, skłoniła ówczesnego męża, Antoniego Macieja Kwileckiego,

aby np. zaproponował zwrot starostw Skarbowi Państwa. Jej mąż posiadał starostwo przynoszące

dochód, więc był to wniosek bezinteresowny. Teść zorientował się, że jest to pomysł Wirydianny,

a nie jego syna, ale zachował to w tajemnicy. Wniosek upadł oczywiście, bo jak twierdzi Fiszerowa:

"za dużo było osób w tej sprawie zainteresowanych". No, trudno, żeby to przeszło, ale próbowała. Fiszerowa wspomina też, że często rozmawiała,

gorąco dyskutowała na galerii sejmowej z księciem Kazimierzem Nestorem Sapiechą. Pisze: "Zbliżyłam się do jednego z

marszałków Sejmu, księcia Sapiehy [...]. Był to młodzieniec bardzo źle się

prowadzący, ale pełen ognia i talentów. Plótł o byle czym, odwiedzał damy w lożach na galerii sejmowej,

wpadał i do mojej i tam sprzeczaliśmy się nieraz zawzięcie. Wydawał się zupełnie nie zważać na to, co działo się na dole,

ale skoro tylko padło tam słowo w przedmiocie go obchodzącym, wracał natychmiast na posterunek i przemawiał

ze swadą człowieka w pełni przygotowanego, pomimo że najczęściej był tylko na pół trzeźwy [...]". No cóż, ten obraz Fiszerowej niezbyt przystaje do

cudownego obrazu, jaki mamy na wystawie, ubranego odpowiednio, w odpowiednie szaty,

dostojnika z okresu Sejmu Czteroletniego, marszałka. A więc jest to bardzo

interesujące spojrzenie kobiece. Kazimierz Nestor Sapieha i prezentowany na wystawie

obraz pędzla Franza Jozepha Pitschmanna jest bardzo ważny ze względu na to, iż Sapieha przewodniczył wielu obradom. Jeśli chodzi o Jego kontakty z naszą Fiszerową, to

twierdził na przykład i żartował często z Fiszerowej, że przygotowuje Ona mowy kuzynowi,

który był "zwalisty, ciężki na ciele i umyśle". No, dlatego przygotowywała. I ten kuzyn zabierał do Sejmu wielką mufkę

z niedźwiedzia, tak wielką, jak jej właściciel. Sapieha drwił, że "pewnie schował tam

swoją kuzynkę, która pisała mu przemówienia", czyli prawie jak w teatrze - podpowiadała, więc mamy nawet anegdoty związane z udziałem Fiszerowej,

tworzone przez samego Kazimierza Nestora Sapiehę, który przecież odegrał bardzo ważną rolę. Jeśli chodzi o dalszą działalność naszej bohaterki, to

Fiszerowa zdecydowanie wolała mieszać się w politykę niż uczestniczyć w balach i zabawach kół towarzyskich. Jednak potrafiła wykorzystać swoje koneksje, aby

zdobywać swoje cele i przychylności polityczne. Pisała: "Nie ma, jak być młodą!

Ma się czas na wszystko, na uzgadnianie przeciwieństw i sił

przybywa w miarę podejmowanego wysiłku. Byłam w pewnej mierze inspiratorką mojej dzielnicy, otaczałam

względami teścia (Franciszka Antoniego Kwileckiego) i prowadziłam mu dom; kierowałam mężem (Antonim Kwileckim),

byłam obecna na posiedzeniach Sejmu od początku do końca, nie opuściłem żadnego; uczestniczyłam w małych kolacyjkach politycznych

jako jedyna kobieta, zawarłam kilka drogich mi przyjaźni, podtrzymywałam bliski stosunek z panią Marszałkowską

(wówczas Anną z Cetnerów Sapieżyną) [...] i za jej przewodem wsunęłam się do kółka

bliskiego królowi, nie żebym podzielała ich poglądy, ale po to, by zapisać to sobie w pamięci,

skoro taka sposobność się nadarzyła. Ponadto pisałam, opracowywałam tualety,

składałam wizyty, biegałam po balach i miałam jeszcze czasu na zbycie". Jak widzimy, też bardzo ważną

postacią w tych zakulisowych działaniach podczas różnych spotkań towarzyskich, obiadów,

śniadań, przyjęć, była Anna z Cetnerów Potocka, właśnie żona ówczesna Sapiehy. Jej pierwszy mąż - Józef Sanguszko,

drugi - Kazimierz Nestor Sapieha, potem trzeci - Kajetan Potocki i czwarty -

- Karol Eugeniusz, książę de Lorraine. Jak pisze nawet Wirydianna i wspomina w swoich listach,

również zostawiał Sapieha swoją żonę i żona ta starała się uzgadniać i nakłaniać posłów

do pewnych patriotycznych ustaw. Katalog wystawy na Zamku Królewskim w 230. rocznicę

uchwalenia Konstytucji 3 Maja posiada niesamowite zdjęcie, w którym znalazły się kobiety i postaci, które odegrały

istotną rolę właśnie podczas uchwalenia Konstytucji 3 Maja. I znajduje się tam - to mniej może znany -

- wizerunek Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, która też jest bohaterką, można powiedzieć,

działań kobiet w okresie Sejmu Czteroletniego, a mianowicie jest to obraz w stylizowanym

stroju polskim - Generałowa ziem podolskich. Stoi z ręką jedną opartą na kolumnie, strój

portretowany jest ze wszech miar godny uwagi, niewiele jest przykładów takiego kobiecego kostiumu

polskiego w naszym malarstwie portretowym. Ta miniatura wykazuje oczywiście pewne związki

stylistyczne z twórczością Daniela Chodowieckiego, ale jest dlatego ważny, że nasza bohaterka,

Izabela z Flemmingów Czartoryska, jest przebrana po polsku. Możliwe, że nie uczestniczyła w tym stroju w obradach

Sejmu Czteroletniego, bo tego ryciny nie pokazują, ale z pewnością takim obrazem się szczyciła. Możemy go zobaczyć właśnie na tej wystawie,

zachęcam Państwa, jest to obraz numer: II.15. Izabela z Flemmingów Czartoryska i jej ta cała

postać (en pied) prawie wprost, tułów lekko w prawo, włosy pudrowane, na głowie biały stroik przybrany perłami z

długim welonem do kolan, prawa ręka wsparta na cokole kolumny, suknia biała układana (polonezka), na szyi naszyjnik z perełek,

błękitny kontusik z białą aplikacją, fartuszek biały w niebieski wzorek, dołem dwa pasy z aplikacji (lub haftów) z tego

samego materiału; białe pończoszki, złote pantofelki. Warto zwrócić na to uwagę, gdyż jest to strój,

który był preferowany w tamtym okresie. Jeśli chodzi o działalność Izabeli z Flemingów Czartoryskiej

podczas Sejmu Czteroletniego, to była ona bardzo ważna i ogromna. W początkach Sejmu Czteroletniego prowadziła agitację polityczną,

zachęcając szlachtę do noszenia strojów narodowych. Zapamiętany został epizod, kiedy własnoręcznie obcięła

upudrowane loki Kazimierzowi Nestorowi Sapieże, którego właśnie tutaj mamy na naszej wystawie. Z entuzjazmem przyjęła Konstytucję 3 Maja, w Puławach

organizowała podniosłe uroczystości i obchody, w trakcie których ukazywała młodzieży patriotyczne ideały. W jednej z zagadek Sejmu Czteroletniego czytamy: "Mówią, że polską niedawno ma duszę.

Głowy dziś goli, przebiera w kontusze. Chce naród by się zapalał.

Dla niej i z nią szalał". To szaleństwo oczywiście było bardzo ważne,

to były te bale, te organizowane fety, na których to przecież były

podejmowane dyskusje polityczne. W zagadce interesujące jest określenie, że

Czartoryska "polską niedawno ma duszę". Co by to mogło oznaczać? Czyli od czasu wydania córki Marii za mąż,

za księcia Wirtemberskiego, tj. od 1784, bowiem księżna wówczs demonstracyjnie i z wielką egzaltacją pisała w listach o wydarzeniach, w których

wykazywała się postawą patriotyczną. Wcześniej to było mniej zauważalne. W 1785 roku, na jednym z przyjęć towarzyskich, na którym

Zabiełło "poniżył język polski", "Jako dobra obywatelka - jak pisze w liście - tak krzyczałam,

że o mało tchu mi nie zabrakło [...]. Pokonałam Zabiełłę [...], a odjeżdżając

śpiewałam na chwałę zwycięstwa mego". W liście z 1787 roku agitowała natomiast

syna na rzecz postawy obywatela-patrioty, pisała tak: "Być nim, to tak pięknie, tak słodko! Dusza moja

pełna niepokoju, odkąd wiem o tej wojnie (z Turcją). Wszystkie moje myśli zwrócone ku biednej ojczyźnie,

do tego kraju, gdzie mam wszystko, co mnie wiąże do zięcia. Mój Panie Adamie! W Tobie nawet kocham Polaka,

ja tak lubię być Polką, nie chciałabym być niczym innym". "Głowę dziś goli, przybiera w kontusze" - jak czytaliśmy

w zagadce, nawiązuje natomiast do innych działań księżnej, do wcześniejszych, o których powiedziałam

właśnie, o tych postrzyżynach Sapiehy. W styczniu 1788 roku nakłoniła ona syna, aby wrócił do kraju

w takim stroju, w jakim wyjechał, to znaczy w stroju polskim. Pisała w liście tak: "Przywdziałeś uroczyście ten ubiór,

co Ci zjednało wiele serc; wyglądałoby to na niestałość,

gdybyś za powrotem ukazał się inaczej; gdy przeciwnie, niewolisz sobie wielu,

zachowując ubiór polski". Jakie to było ważne, dopiero widzimy w

listach, korespondencji, w pamiętnikach, gdyż taka ostentacja mogła zjednać

wielu posłów, szczególnie z prowincji. Wskazuje też na postawę Jana Potockiego,

który za powrotem do kraju także ubrał się "po polsku" i pisze do syna: "Dziś bardziej niż kiedy wypada Ci wystąpić po polsku,

ale trzeba, żebyś przyjechał tak z podróży. Włosy można nosić jak dawniej, nikt

przeciwko temu powiedzieć nic nie może; najprzód, że dawni Polacy takie je nosili,

a potem można powiedzieć, że z upodobania nosisz polską suknie

i zawsze nosić ją będziesz, ale, że z położenia twego zmuszony będąc jeszcze w podróży,

zachowujesz włosy, aby za granicą przebrać się po francusku, gdy wypadnie konieczność,

w kraju zaś nie zrzucisz stroju narodowego. Tak [...] źle usposobisz ludzi przeciw sobie,

jeśli wrócisz w stroju francuskim; zachowując tymczasem polski,

zjednasz sobie przyjaciół z prowincji (przestrzegała też syna). Ta suknia, jeśli będzie zrobiona źle,

noszona od niechcenia, to powiedzą, że Ty nosisz ją niechętnie i tylko dla mnie". Jest to oczywiście rodzaj manipulacji zakulisowej, ale to działało. Były też utwory polityczne, wierszyki okolicznościowe,

w których poeci zauważali te fakty i te przebieranki, o których później jeszcze powiem. Pod patronatem Czartoryskiej były

przebierania się i podstrzygania pod koniec października i listopada 1788 roku w Sejmie. 21 października Eustachy Sanguszko, poseł lubelski, przebrał się

właśnie po polsku wraz z innymi dwudziestoma posłami, w tym Hetman Ogiński, Sołtan, Grabowski,

Matuszewicz, Radoliński, Kuczyński, Weyssenhoff. Podobnie zrobił książę Kazimierz Nestor Sapieha,

marszałek litewski, wytworniś, jak pisała Tarnowska, też uczestniczka wydarzeń, i pisała tak: „…gdy wszyscy po polsku ubierali się

i włosy sobie obstrzygali na czupryny, książę Sapieha, marszałek litewski,

wytworniś, toż samo uczynił. To ostrzyżenie włosów stało się na śniadaniu

u księżnej generałowej Czartoryskiej, która mu sama ostrzygała głowę przy huku kotłów i bębnów”. Widzimy, była to już ostentacja, niemal współczesny happening. Julian Ursyn Niemcewicz tak opisuje te działania, niemal

współczesne - jak powiedziałam - happeningi czy performance. "Płeć piękna równymże (patriotycznym) pałała duchem. Posłowie wyjeżdżający za granicę w dawnym

stroju polskim okazywać się byli powinni, najznakomitsza młodzież w Sejmie tenże strój

przyjęła z równym gustem jak i bogactwem, kobiety haftowały im pasy, nieraz przysyłały ozdobne futra. Pokazały się dawne karabele, futra, guzy kosztowne". Mamy więc potwierdzone, iż były to działania celowe. Oczywiście pojawiła się dyskusja

wokół tych sejmowych przebieranek, jako że panie nie gustowały w dawnym stroju sarmackim. Szczególnie wąsiska im nie przeszkadzały - oczywiście

nie każdy z panów mógł te wąsy sobie zapuścił tak szybko, ale wolały panów jednak wódkami

zlanych francuskimi czy kolońskimi. Pojawiło się jednak to spojrzenie patriotyczne i nawrót. Na przykład Urszula z Ustrzyckich Tarnowska

ganiła te przebieranki, te działania, pisząc: "Kobiety nasze gniewały się za to, mówiąc, że jeżeli przysięgali

więcej miłości własnej mężczyznom jak białogłowom, to źle mówili, gdyż mężczyźni dają teraz dowód, że jej

wcale nie mają, przebierając się w kontusze". Zwracali też na to uwagę poeci czasów stanisławowskich, takich jak np. Wincenty Ignacy Marewicz, który

skomentował owe "przebieranki" Jana Potockiego, wywołując całą polemikę wokół tego tematu. Na przykład w związku z tym, iż Jan Potocki przebrał się po polsku,

co było nadzwyczajne w tamtych czasach, można powiedzieć i może mało pasujące nawet do tej postaci, pisał tak: "A cóż to, panie krajczyc, bunty robisz w kraju?

Śmiesz gwałcić powszechnego przepisy zwyczaju. Z wprowadzonej z oklaskiem w kraj chcesz śmiać się mody?

O… co na to krajczycu, nie masz naszej zgody. Po czym pana poznają? Po fraczkowym kroju,

Przypatrz się sobie, w czym ty? Wszak w sarmackim stroju. I jesteś tak bezwstydnym, śmiesz po polsku chodzić,

A wiesz to, że ty możesz wiele sobie szkodzić? Wszak już śmieją się z ciebie. Będą jeszcze szydzić.

Wiesz, że chcą ciebie Fraczki kobietkom ohydzić? Jak fałszywych modnisiów pułk się zbierze,

Ucieczesz Ty z kontusza, ostrzegam cię szczerze. [….]" Ale Jan Potocki, który też w tym utworze występuje,

odpowiada - bo jest to jedna z postaci utworu - w ten sposób: „Mój fraczek dawny ludziom zostawuję młodym,

Biorę kontusz, Polakiem chcąc być niewyrodnym, Maską cudzoziemczyzny nie chcę się przywdziewać,

Mając krew polską i strój też polski chcę miewać. Przywaliliśmy sławę polską martwym głazem,

Przywiązańsi jesteśmy do obcych, jak bracia, Dlatego Polska kraje z suknią razem traci,

długi kontusz, długie miał granice. Dziś Polak w fraczku krótkim krótką ma ziemicę,

Synowie ojców poły z kontusza obcięli, Wprowadziciele mody kraj za to nam wzięli." Jak widzimy w utworze tym

krajczyc Jan Potocki stwierdza, iż wtedy, kiedy zmieniliśmy strój, nie było już wielkiej

potęgi Rzeczypospolitej, gdyż straciliśmy ogromne terytoria. W wierszu innym, "Hej panowie moi mili...", anonimowy

poeta uznał, że najważniejszą kwestią jest nawoływanie do zbrojenia się, a nie dyskusja o

stroju, demonstracja mody frakowej czy kontuszowej, ani też nawoływanie do walki z sarmatyzmem

lub uniformizacją albo europeizacją, jest to wciąż bardzo temat żywy, jak

widzimy od czasów Sejmu Czteroletniego. I pisał tak: "Hej panowie moi mili,

diabelnieście się okpili, Co szukacie animuszu,

W dużych pludrach i kontuszu. Któż u diabła wam powiedział,

Że on w sukni, kiedy siedział. Czyliż mają jakieś czary,

Polskie duże szarawary? Czy dla serca lub dla cnoty,

Trzeba pasa i kapoty?" Lepiej nie bądźcie śmiesznemi,

Z temi myślami pięknemi. A jak trzeba w prędkim razie –

Myśleć raczej o żelazie. I szukają stąd zalety,

Kto ma lepsze pistolety. Albo jak krzykną: do broni,

Czy kto ojczyznę obroni? Było sobie za pokoju,

Myśleć do woli o stroju. Teraz, kto ma dobre zdanie,

Czy we fraku, czy w żupanie, […] Czyście z zmysłów obrani,

Moi Panowie kochani? Któż tu widział związek taki:

Ojczyzna, kontusz i fraki? Moje miłe patrioty, […]

Odstąpcie trochę tej cnoty. Lepiej zamiast nowej mody,

Myśleć na sejm wedle zgody. Żeby znowu z naszej winy,

Nie stracić dobrej godziny. […]" Jak widzimy, oczywiście były to tylko

demonstracje, przebieranki, które miały pokazać, w jakiej opcji politycznej czy patriotycznej, czy

prorosyjskiej, czy propruskiej znajdowali się posłowie. Jednak kobiety bardzo dbały o to,

aby takie przebieranki następowały. Myślę że warto wspomnieć o ułożonej

przez Izabelę z Flemmingów Czartoryską podczas Sejmu Czteroletniego

pieśni z 1792 roku - "Hej, hej rycerze...", którą śpiewało wojsko zgromadzone na manewrach

pod Gołębiem, bowiem tam odbyła się niesamowita feta. "Hej, hej, rycerze,

serca nasze radość bierze, że kochacie nas! Żyje Polska, żyje cnota,

żyje wolność nasza złota, kiedy mamy was! Hej, hej, rycerze,

pyszne na ich głowach pierze, twarz każdego: Mars! Temu oręż w ręku błyska,

temu rumak ogniem pryska, nie poznają nas! Hej, hej, po błoniu

wódz na dzielnym toczy koniu, za nim nasza młódź. Twoje męstwo, twoja praca,

oczy nasze k’wam obraca, zwróć tu do nas, zwróć! Hej, hej, oręże,

wodze twoi, piękne męże, serce rośnie nam! O mam i ja tu chłopaka,

wyćwiczę go na wojaka takiego jak sam! Hej, hej, rodacy,

po tym kurzu, po tej pracy, dam zasiłek wam. Przyniosłyśmy z sobą chleba

i co tylko w domu nieba dały dla was nam!" To jest pieśń napisana przez, właśnie, Czartoryską. Warto może pokazać obraz zawarty w

pamiętnikach, Kajetan Koźmian opisuje to tak: "Rok ten [1792] cały tak w Warszawie,

jak na prowincji przeszedł na zabawach, radościach, uciechach, fetach,

zgoła na za wczesnych triumfach; uzbrojenia szły wolnym krokiem. Dywizja księcia Ludwika Wirtemberskiego stała w

Puławach, brygada generała Kościuszki w Lublinie. [...] Trzy były rewie tego wojska roku tego, jedna pod

Bracławiem pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, druga pod Gołębiem w ziemi stężyckiej

blisko Puław, księcia Wirtemberskiego, trzecia - brygady generała Kościuszki pod Lublinem. Druga (rewia wojska) była nader świetna, najwięcej się

przyłożyła właśnie do tego księżna generałowa Czartoryska; wstąpiła na nią z całą elegancją i romansowością puławską. Wyjechała pod Gołąb w gronie córek i

najpiękniejszych dziewic z płci nadobnej, i z orszakiem najcelniejszej

młodzieży z Warszawy przybyłej. Co tylko było najświetniejszego w Warszawie

ze znakomitych osób, przybyło za nią. Księżna Czartoryska ze swoim puławskim

urokiem, z bukietami, wieńcami, owocami, w strojach wiejskich, wśród śpiewów:

"Hej, hej rycerze / Serca nasze radość bierze", umyślnie przygotowanych na ten obchód, częstowała,

wieńczyła zmordowana po obrotach młodzież i wodzów. Uciechy, zabawy, radości, tańce

trwały kilka dni w Puławach, w których już nie fraki przewodziły, lecz kurtki

polskie, rycerskie wąsy i kolory narodowe". Warto też zwrócić uwagę oczywiście na to, iż

Puławy stały się pewnym ośrodkiem patriotycznym, panteonem narodowej przeszłości, według

słów córki księżnej Marii Wirtemberskiej: "niejako małą ojczyzną, która nie pozwalała tracić

nadziei odzyskania z czasem wielkiej, prawdziwej". Warto zwrócić uwagę na wystawie, na której się znajdujemy,

na postać Katarzyny z Potockich Kossakowskiej, bowiem była Ona aktywną uczestniczką życia politycznego. Marząca co prawda o detronizacji "Ciołka",

w czasie konfederacji radomskiej odgrywała rolę liderki opozycji, szukającej wówczas

u Katarzyny II oparcia dla obrony "polskich wolności", później zaangażowała się po stronie konfederacji barskiej. Zwano ją "wielką mądrochą" i "praczką Potockich",

"że ich z długów i brudów oczyszczała". Mimo jednak konserwatywnych poglądów,

Konstytucję 3 Maja przyjęła z entuzjazmem. W pierwszą rocznicę jej uchwalenia

ozdobiła swój warszawski pałac iluminacją, a więc to też były celowe działania, a kilka dni wcześniej, 28 kwietnia 1792 roku, dokonała aktu publicznego

pojednania ze Stanisławem Augustem. I ten obraz widnieje na naszej

wystawie pod numerem: II.21. Postać, która jest też opisana,

to Aleksandra z Lubomirskich Potocka, zachęcam Państwa do obejrzenia wizerunku kobiety, która również identyfikowała się z poglądami i

zaangażowaniem męża w dzieło reformy - Stanisława Kostki. Warto zwrócić uwagę na postać Zofii Potockiej, tutaj na wystawie jest miniatura, oczywiście bardzo znana

kobieta tamtych czasów, jedna z piękniejszych nie Polek, ale kobiet, która wchodziła na salony,

ale nie tylko polskie i francuskie, bowiem miała ogromny wpływ, wielką inteligencję emocjonalną,

a nie urodzenie, dzięki której mogła wpływać na mężczyzn. Starała się Stanisława Kostkę Potockiego doprowadzić do ugody. Współdziałając ze Stanisławem Kostką Potockim w 1792 roku,

starała się wpłynąć na Szczęsnego, żeby była jakaś ugoda; doprowadzić do ugody pomiędzy

Szczęsnym i zwolennikami Konstytucji 3 Maja. Niestety nie udało jej się, ale jednak

te działania są widoczne w listach. Zachęcam Państwa do obejrzenia i

przeczytania noty na naszej wystawie. Bardzo ważną postacią była też

Maria Elżbieta z Lubomirskich Potocka, która może miała inne poglądy, ale

też była w kręgu agitujących kobiet; Konstancja Małgorzata z Lubomirskich Rzewuska,

która aktywnie wspierała działalność polityczną męża i delegowała do Berlina z memoriałem zawierającym

ofertę rekonfederacji wymierzonej w konfederację sejmową, więc kobiety miały działanie różne,

i priopatriotyczne i przeciwne też Konstytucji 3 Maja. Na koniec chciałabym zwrócić Państwa uwagę, gdy

będziecie Państwo odwiedzali tę wspaniałą wystawę, do czego zachęcam, na wstęgę pamiątkową z napisem

„Król z narodem - Vivat Król / Naród z Królem – Vivat Naród”, niesamowita wstęga, o której wcześniej nie wiedziałam, a dowiedziałam się dzięki badaniom

prowadzonym właśnie w Zamku Królewskim, która była przytwierdzana do kapeluszy

takich stoszkowych, kolumnowych, jakie panie nosiły w czasie Sejmu Czteroletniego. Według redaktor naukowej katalogu, który miałam

przyjemność już obejrzeć i wystawę, Angeli Sołtys, wstęga ta należy do akcesoriów stroju

demonstrujących uczucia patriotyczne. Noszona była przez entuzjastki Konstytucji 3 Maja,

a Jan Duklan Ochocki wspomniał, że to po tym, jak kilka dam z towarzystwa, na czele z panią

Tyszkiewiczową, pojawiło się w Ogrodzie Saskim w kapeluszach ze wstęgami ozdobionymi tym napisem. A wstęgi te można było nawet kupić w

drukarni i były tak modne, że większość pań, które chodziły na obrady Sejmu, chciały te wstęgi mieć. Ta wstęga miała też napis "Vivat Król",

także życzenia dla "konstytucyi, rewolucyi, narodu”. Tym akcentem chciałabym zakończyć moje wystąpienie. Dziękuję Państwu bardzo za uwagę. Do zobaczenia.

Need a transcript for another video?

Get free YouTube transcripts with timestamps, translation, and download options.

Transcript content is sourced from YouTube's auto-generated captions or AI transcription. All video content belongs to the original creators. Terms of Service · DMCA Contact

"Zakulisowe działania kobiet w okresie Sejmu Czteroletnie...